<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Profesor Tutka jest czowiekiem skromnym> 
<author_1=Jerzy Szaniawski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="12">
<date=1951-12-24>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Dowiedziaem si wkrtce, e czowiek, siedzcy naprzeciw mnie, jest owc dzikich soni. owi je, oswaja i oddaje wyedukowane w sub ludzi. Rozumiecie panowie, e to jednak bardzo ciekawe wiedzie, jak si oswaja sonie. Ja raz tylko w swoim yciu oswoiem zdziczaego kotka; nie pozwala podej do siebie tylko gronie fuka. Jednak, po jakim czasie, kotek siada mi na ramieniu. Nie powiedziaem jednak o tym ani sowa, bo rozumiecie panowie te proporcje: on mi o soniu, a ja mu o  kotku.
Drugi go przy tym stole, mwi o swych przygodach miosnych. Objecha ca kul ziemsk, wic spotyka kobiety o kolorze czarnym, tym, czerwonym. Pomylaem sobie wwczas, jakbym mao mia do opowiedzenia: najdalszy mj, jeeli si tak mona wyrazi, najdalszy mj wylot w stron egzotyki, to bya rozmowa z pewn mulatk. Ale c; znaczy pogawdka z mulatk, wobec wielu jego kobiet o skrze, jak heban, brz czy te maho? Wic tylko suchaem.
Najciekawszym by jednak go trzeci. Opowiada, e dziad jego handlowa niewolnikami, a babka zaoya wielki dom gry, w jednym z miast Ameryki Poudniowej. Ojciec opowiadajcego, dziki zacnym i przedsibiorczym rodzicom, by tak bogaty, e mg w Meksyku prosi o rk kobiety, zwanej krlow byda. Nie pamitam ju cyfry tego byda, ktr wymieni, ale paso si tego tysice, tysice. A wic ten, co opowiada, dziki dziadkowi, babce i zczonym fortunom rodzicw, mg wie beztroskie ycie. Okazao si, e czowiek ten nie jest cynikiem, jak przypuszczaem z pocztkw jego opowiadania, gdy mwi szczerze i naturalnie o rdach bogactwa swych dziadkw; to o czym opowiada, potrzebne byo, jako wstp do jego charakterystyki: oto nie chcia bogactw i spokojnego ycia; rzuci rodzicielskie bydo i powdrowa w wiat.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
